historia kluski

Wasze Historie #6 – Przeprowadzka na wieś, cz. 5 – Historia Kluski

Przed Wami kolejna historia, tym razem Anny „Kluski” z Zaborskiego Sadu. Ania przedstawiła nam swoją historię nieco inaczej, właściwie wraz z genezą, jak to się wszystko zaczęło, można powiedzieć, że od kołyski. Zapraszam do lektury i do podziwiania zdjęć z niezwykłego miejsca, w którym mieszka Anna.

Aby nie przegapić nowych wpisów – zaprenumeruj bezpłatnie ten blog ( ➡ po prawej ➡ ).

Czarna kluska

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieśDawno temu urodziła się mała, prawie czarna kluska. W pogubionym świecie pogubionych ludzi. Kluska była kluskowata i wesoła mimo wszystko. I tak sobie rosła. Na wakacjach w Lubniewicach postanowiła spylić matce i babci do stajni. HA! Bo kluska już dorosła była. Miała 2,5 roku. Na wałeczkowatych syrkach, pchając drewniany wózek dla lalki wtoczyła się do stajni dla koni… i tam została… Mama kluski chciała dobrze. W ramach atrakcji wakacyjnej pozwoliła Klusce wsiąść na kucyka i Kluska jechała, aż loczki podskakiwały.

Lata mijały… Kluska z mamą zmieniły miejskie miejsce zamieszkania. Mama jak to mama, żeby dorosły bałagan załagodzić kupiła Klusce papugę. Papuga miała na imię Koko i mimo tego, że była pierwszym przyjacielem Kluski, dla historii o wiejskości wiele nie wniosła. Była jednak pierwszą stycznością ze światem zwierząt. Jako 7-latka, Kluska, w dzień derby na zielonogórskim W69, postanowiła bez większego zastanowienia, stojąc na krzyżówce ul. Lwowskiej, zaskoczyć swoich bliskich stwierdzeniem: „- CHCIAŁABYM JEŹDZIĆ KONNO, CZY MOGĘ ZACZĄĆ OD JUTRA?”. Matka Kluski niezwykle zaskoczona we wrześniu stawiła się ze swoja latoroślą w szkółce jeździeckiej w Drzonkowie.

Miałam 7 lat, gdy było mi dane dosiąść wierzchowca, rozpocząć naukę jazdy konnej. Do dzisiaj pamiętam zapach siodła, pluszową, jesienną sierść karej Isary, przytłumione światło na hali w Drzonkowie. Pamiętam, że bałam się kłusować, więc mi trener kazał gimnastykować się na tym koniu. Mniej więcej wtedy zaczęłam zauważać takie coś, co jest gdzieś głęboko w brzuchu i piszczy, drze się i daje o sobie znać jak robisz coś…. Siedząc na tej szkółkarskiej kobyle to małe piszczące coś, gdzieś w brzuchu, w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu mojego organizmu, już wiedziało, było. Ze względu na młody kluskowaty wiek nie potrafiłam tego nazwać. I do dziś nie czuję się godna opisywania stanu duszy i pasji…

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieśTreningi kontynuowałam. Zmieniałam stajnie. Walczyłam z matką o każdy trening – wszystkie chwyty dozwolone. W tle toczyła się moja historia życiowa. Miałam 13 lat, gdy pierwszy raz trafiłam na wieś. Do Rudolfa – mamy chłopaka. Wujek mieszkał pod miastem. Chałupa, sad, pełno dzikich kotów, stara szklarnia i owczarek podhalański w kojcu. Pamiętam, że wszystkie dzieci jakie były w tym domu (Kluska, choć dalej kluskowata stała się starszą panią) władowały mi się na kolana. Trafiłam do typowej kuchni typowego wiejskiego domu, z typowymi pokojami przejściowymi i gospodynią w fartuszku. Potężna niewiadoma i strach! Przed kolejna życiową zmianą…

Wprowadziłyśmy się do tego domu. Na tą kisielińską wieś. Do nowego domu i do nowej rodziny. No i się zaczęło… Wchodzisz do wiejskiego Kościoła, a tam wszystkie oczy na Ciebie. Idziesz do sklepu wiejskiego, a Pani za ladą pyta: „- A ty dziecko od kogo jesteś??” Niewiele pamiętam z tego czasu. Ludzie wokół szeptali, jak to na wsi… Z nową kuzynką biegałam po wsi, łąkach i lasach, jak typowa wiejska nastolatka. Kłóciłam się o każdego kotka którego stara kocica przytaszczyła do domu, jeździłam autobusem do szkoły jak wszystkie wiejskie dzieci. Nowe życie toczyło się w takim małym amoku. Mama lamentowała ze względu na oceny, bo po co się uczyć, jak można skakać po drzewach i uciekać nad jezioro. Ale wujek, jeszcze zwany wujkiem, miał patent.

Wiesz…. Imieniny teściowej, mały szantażyk, przemowa dla śmiechu i popisu…

Biedny, nie wiedział co czyni! To było jeszcze za miejskiego życia… Przegrał z kretesem. Spięłam się w tej 6 klasie. Naprawdę się spięłam. I nie mógł się wycofać. Założył się ze mną mój nowy tata o konia! No dasz wiarę?! O konia! JEŚLI NA KONIEC ROKU BĘDZIE ŚREDNIA, BĘDZIE KOŃ. Pewnie się domyślasz, że wymóg nowego taty przebiłam i to ostro. Druga średnia w szkole. No… i później pojawiła się ona..

Po prostu wieśCzarna jak węgiel, trochę nadąsana, równie smarkata jak ja. Fala. Jako gówniara- czorna jak diabeł, teraz siwa jabłkowita. Była szukana długo… Brat nowego taty, jako stary koniarz, zjechał wszystkie stajnie by tego mojego łobuza wypatrzeć. Dzień w którym pojechaliśmy po Falę pamiętam jak dziś. Było zimno i listopadowo. Buty mi przemokły jak deptaliśmy po łące idąc do stada. Bo tam stało takie sfochowane konisko, obojętne na wszystko, z muchami w nosie. Właściciel wziął ją za nosa i poprowadził do stajni. TAK – za nosa! Sama szła. Przez kolejne 2 lata rodziciele mięli jeszcze haczyk i kartę przetargową: „- Ucz się, bo do Fali nie pojedziesz”. Hihi… Jeździłam. W dniu, w którym koń sam do mnie podszedł pobeczałam się na środku łąki. Poznała mnie, podeszła i chciała zostać. Brat ojca uznał, że czas najwyższy. Zrobił nam psikusa….

26 lipca… Imieniny. Okna myjesz, bo mama lewituje z podekscytowania. Trening ci przepada, bo ujeżdżasz odkurzacz zamiast wałacha Tokaja… Nie spodziewasz się dosłownie niczego. Łykasz w gardle kluski, bo wszyscy się na treningu świetnie bawią, a ty, czy chcesz czy nie, sprzątasz przed imprezą, na którą nie masz ochoty! Nowa babcia Anna, mama Hanna, no i ja, Anna. Fala mieszkała u wujka, a ja na co dzień trenowałam we wsi naszej kisielińskiej i nie miałam ochoty na imieninowe imprezowanie. Trenerka zapowiedziała wyjazd w teren.

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieśNie umiem opisać tej chwili, bo to jest tak mentalnie wzruszające i ważne. I najważniejsze chyba w całym życiu. Otwieram to myte okno, patrzę i widzę tył koniowozu. Nie jestem zbytnio zdolna z WF-u, ale tak szybko, jak wówczas, to nie biegłam nigdy! Nigdy! Pół hektara pokonałam chyba w sekundę. Wujek się trochę wkurzył opieszałością i strachem moich rodziców, po prostu spakował Falę na samochód i przywiózł moją dziewczynę do nas, Do DOMU! Brat musiał swoja kanciapę opróżnić, ojciec zmontował koniowiąz. Strach było konia puścić na pole po kartoflach – chaszcze śmieci metalowe pręty. Wujek naprawdę nas pogonił tą sytuacją. Tym bardziej że klacz była źrebna. Szykowaliśmy padok, ogrodzenie no i małą stajenkę.

Ten dzień, po zastanowieniu, chyba oficjalnie i świadomie mogę nazwać początkiem mojej wiejskości. Bo wtedy jako ta 14-stoletnia dziewczyna już miałam plan na życie. Ten mały sfochowany konik stał się dla mnie inspiracją i pomysłem, wychowawcą, trenerem, pocieszycielką, ustawiaczką do pionu, największym marzeniem. Fala swoim pojawieniem się ułożyła mi życie. Wtedy to małe piszczące coś w brzuchu zaczęłam nazywać miłością i pasją. Jeszcze nie wiedziałam że jest to część duszy. Dziś już wiem. Wiejskość to coś innego niż pomysł na życie na wsi. To uczucie.

Dorastałam razem z moim koniem, źrebolce się rodziły, rozbijałam się po lasach na mojej szalonej. Później pojawił się drugi koń. Wyszarpnięty od złego gospodarza. Zakończyło się liceum. Matura. No i wybór studiów…. W 3 klasie to moje małe piszczące coś pomyślało – hodowca. Ale wiesz jak to jest – rodzic wie lepiej. Wybrałam medycynę zwierzęcą. Nie lubię słowa weterynaria. Wyjechałam do Niemiec na studia. Zwiałam w sumie tam. Bo wiesz, radosne życie nastolatki to jedno. Są i mniej radosne sprawy i czasem lepiej zwiać, choć chce się robić zupełnie co innego.

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś   życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś

4 semestr, logarytmy postępowania w badaniu bydła, Anna stoi wraz z grupą innych studentów przed krową, a docent Hening Mayer prowadzi wywód jak tej krowie wlać do pyska leczki. Krowa na mnie patrzy. Ja patrzę na krowę. Jakoś mnie nie interesuje co docent ma do powiedzenia. Uświadamiam sobie teraz, że przez całe studia nie słyszałam co ciała uczące do mnie mówiły. Uczyłam się, zdawałam egzaminy, robiłam weterynaryjne poważne staże, ale coś rosło w duszy.

Gdy miałam 25 lat dużo się wydarzyło na łonie rodziny. 3 sprawy życiowe w ciągu roku zmieniły bardzo mocno bieg mojego życia. Dzisiaj jest to takie dalekie. Jakbym pisała o kimś zupełnie obcym. A może mi trudno, bo tak trochę wstyd się uzewnętrzniać? Nie wiem.

Ale chodziło o początek wiejskości. W tamtym okresie dotarło do mnie, że w moim przypadku wiejskość to geny. Z dziada pradziada. Moja mama kochana zrobiła mi z nowym-starym tatą takiego psikusa. Wiesz…. Kiedyś były takie czasy…. Głupio było się kobiecie przyznać, że Kluskę ma z kimś innym niż żyje. Ale tak wyszło, że tata nr 1 zmarł, babcia zmarła. No to comming out moich rodziców był bezpieczny.

Okazało się, że ja pochodzę z wiejskiej rodziny, a nie jak myślałam z miejskiej. Nagle okazało się, że niektóre rzeczy mam we krwi, np. dojenie krowy, wychowywanie źróbki, machanie widłami, miłość do pola i jego zapachów i że nie jestem dziwna. Mam to w genach! To było tak jakby klocki weszły na swoje miejsce. Postąpiłam tak, jak postąpiłam. Nie broniłam prawa wykonywania zawodu. Poszłam na staże hodowlane. Pracowałam jako kierownik stajni, zootechnik w gospodarstwach, zbierałam doświadczenie. Uczyłam się. To coś piszczącego przestało się drzeć. Dopiero jak zapominam o marzeniach, to mnie trochę sponiewiera. Poszłam do innej szkoły. Zostałam uzdrowicielem zwierząt – z czegoś żyć trzeba. I to też jest gdzieś w genach. Babcia po tacie w połowie jest Romką. W rodzinie są skłonności do bioenergoterapii i fizjoterapii.

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś   życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś

Więc i ja na marzenia pracuję jako naturopata, zoofizjoterapeuta i groomer. Celem jest hodowanie. Jak się okazało dziadek hodował, ojciec hodował. Więc i ja będę. Wyrosłam na ojcowskich opowieściach – jak kiedyś we wsi było, jak świnka wisiała w przyprawach na strychu, jak dziadek chciał koniecznie konia kupić, ale pojazd się zepsuł i dziadek na targ nie dojechał… Od stanu fasolki mam to coś w sobie, co chce hodować. I całe życie, dusza mnie kieruje w tą hodowlę. I już nie przeszkadzam. Już pracuję by tej duszy pomóc. Ojciec chyba też zrozumiał, że życie to nie tylko pieniądz, władza i prestiż, co miała mi zapewnić wyższa weterynaria.

Moja mała ojcowizna ma pół ha. Mieści się we Wsi Zabór, w gminie Zabór. Rośnie chałupa, rośnie sad. Obok jeden tylko sąsiad – leśniczówka. W tym roku przeprowadzka. Dusza mi zagroziła – albo zaczniesz hodować, albo z balkonu cię zepchnę. Hi hi… i ja jej wierzę!

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś
życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś

W tym roku zaczynam z agroturystyką i przychodnią rehabilitacyjną dla zwierząt, jabłkowe przetwórstwo ruszyło jak tylko jabłka dojrzały w październiku. Ja na 100% dojrzałam do tego by od tego roku zacząć hodować. Poukładałam rodzinne klocki i zakręty. Po drodze rodzina mi się rozpadła. Ale Pan Bóg chciał, żebym na wsi siedziała i zajmowała się zwierzętami. One potrafią zrozumieć i odczytać wrażliwość, patrzą w ludzką dusze i wiedzą o człowieku wszystko.

W moich zaborskich planach są kozy, konie no i bydło. Ze względu na fundusze i koszty zacznę od kóz. Jak się uda moje dwie dziewczyny zamieszkają ze mną. To jest moim największym marzeniem. Wiejski dom jest już prawie gotowy. Zaraz będę ogarniać podwórko i zapraszać turystów.

A później? Później czas pokaże…. Trochę się martwię sytuacją w rolnictwie, ale myślę, że we wsi przeżyć, zarobić można o wiele łatwiej niż w mieście. Interesują mnie meble z palet, warsztaty dla kobiet szukającej swojej drogi, winogrona (lubuskie to zagłębie winiarstwa). Wiem że dam radę. Mam nadzieję, że gmina mi głowy nie ukręci jak się krowy pojawią. Mam nadzieję, że ludzie, którzy kupują działki wokół mnie, nie będą marudzić na zapachy. Albo… nigdy się nie wybudują. Mam też nadzieję, że rodzinne czarne scenariusze, które wiszą mi nad głową, ominą mój zaborski sad. Bo teraz mam trochę cykora o ojcowiznę. Czasem bywa…. Jak dwoje nieogarniętych ludzi się spotyka i tworzy Kluskę wrażliwą i obciążoną 7 zmysłem do przyrody. Modlę się, że ten nieogar nie wpłynie już nigdy ani na mnie ani na moją wiejskość.

Więc… trzymajcie za mnie kciuki. Za mojego psa też….. BOŻE!!! on mi tego nie wybaczy! Ani razu nie padło imię PISZCZEK. Więc zrób mi tą przyjemność i napisz Piszczek. HIHI…. OK. To żarty!

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś   życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś

Wędrówki z moim psem stały się inspiracją dla wiejskiego bloga który w wolnym czasie powstaje. Krążyliśmy w wielu fajnych miejscach. Robiłam masę zdjęć. Pies ma takie samo ważne miejsce w moim życiu co Fala. Bo wpłynął na moje życie zawodowe. Jak się pojawił 10 lat temu, wiedziałam, że dla niego MUSZĘ na tą wieś dotrzeć. To była taka myśl jak się z Owczarkiem spotkaliśmy. Piszczek to pies ze złomowiska. Ojciec wywiózł do swojego zakładu 2 szczeniaki i później w wyniku różnych przykrych wydarzeń trzeba było mu te psy odebrać.

Wychowując psa po psich walkach stałam się psim trenerem. I mądralą w tej dziedzinie. A CO! Pies oczywiście idzie na wieś ze mną. Każdy wyjazd z budowy kończy się buntem i ciąganiem psa za skórę do samochodu.

Nasz wiejski blog na FB to Agroturystyka Zaborski Sad. Pochodna od Alternatywne leczenie Anna Różańska. To drugie było najpierw. To pierwsze stało się małym hobby… Przyjaciółka kazała pisać , to piszę. Bo pisanie, choć nieudolne – stało się ważne w tym roku. Takie małe lekarstwo na złamane serce.

życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieśżycie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś życie na wsi, wiejski blog, agroturystyka, wiejskie klimaty, sielskie życie, wieś

Mam nadzieję, że nie znudziłam opowieścią. Rozpisałam się troszkę. Ale gaduła ze mnie jest. Ot – wiejska przekupa. Ale czas się zebrać ze stołka, psa przegonić i do rozdawania nagród na zawodach się zabrać.

Pozdrawiam serdecznie i cieplutko.

Kluska Anna, czasem zwana wiedźmą albo znachorką…

 


Jak Wam się podoba historia Ani? Czym Was zaskoczyła, rozbawiła, zdziwiła? Piszcie w komentarzach poniżej.

Na wszyst­kie Wasze komentarze, opinie czy pyta­nia odpo­wiem z pewnością, Ania zapewne również. Pamię­tajcie tylko, by w cza­sie doda­wa­nia komen­tarza zazna­czyć okienka:
Powiadamiaj mnie o wpisach

– wtedy dosta­niecie powia­do­mie­nie, że ja lub inni czytelnicy odpo­wie­dzieli na Wasz komen­tarz – będziemy mogli kon­ty­nu­ować roz­mowę.

Zaprenumeruj bezpłatnie ten blog ( ➡ po prawej, na górze).

Zobacz też inne Wasze historie:
HISTORIA ANNY
HISTORIA JOANNY
HISTORIA GOSI

TUTAJ są WAŻNE LINKI – nasze wiejskie grupy na FB – dołączajcie.

Adam z Wiejskie Inspiracje - kupię dom na wsi

Dziękuję za wsparcie i Wasze komentarze

Adam


Zapisz się również do wiejskiego, inspirującego Newslettera:




3 komentarze

  1. Przepiękna okolica! 🙂 Aniu, życzę powodzenia i wytrwałości w dążeniu do celów! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz usłyszymy o Zaborskim Sadzie:)

  2. Wspaniałe widoki i zazdroszczę takiego kawałka ziemi, bo na prawdę same piękno Ciebie otacza 🙂 Nie jedna osoba byłaby zazdrosna o taką okolicę i spokój od życia miejskiego 🙂 Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *