na wsi najbardziej przeszkadza mi 2

Wady mieszkania na wsi – co nam przeszkadza najbardziej??? Część 2

Wady mieszkania na wsi – najcięższy kaliber

Już po pierw­szej czę­ści tego arty­kułu poja­wiło się kilka (na szczę­ście tylko kilka) gło­sów, że doszu­kuję się dziury w całym, szu­kam minu­sów zamiast plu­sów, itp. W sumie cie­szę się, że wiele osób broni wsi, że ma opty­mi­styczne nasta­wie­nie. Gwa­ran­tuję, że mam 110% opty­mi­zmu i też widzę wszę­dzie plusy, nawet na cmen­ta­rzu; –). To nie zmie­nia jed­nak faktu, że są pewne wady miesz­ka­nia na wsi, a ten arty­kuł służy tylko temu, by poka­zać, jakie minusy wsi Wam prze­szka­dzają i na co inni powinni zwró­cić uwagę, zanim na tę wieś zechcą się prze­pro­wa­dzić. Jest także słowo dla tych, któ­rzy na wsi już miesz­kają i w pro­sty spo­sób mogą jakość wiej­skiego życia popra­wić.

Wspól­nie z Czy­tel­ni­kami Wiej­skich Inspi­ra­cji z Face­book’a oraz z grup zwią­za­nych z wsią zro­bi­li­śmy małą ana­lizę i rachu­nek sumie­nia. Wyniki są zaska­ku­jące, a pozy­skana wie­dza bar­dzo cenna. Zwłasz­cza dla osób, które pla­nują kupić dom na wsi, a wyobra­żają sobie, że wieś wygląda tylko tak, jak na pięk­nych wido­ków­kach. Jeśli nie czy­ta­łe­ś/aś, zobacz naj­pierw część 1 arty­kułu.

Aby nie przegapić nowych wpisów – zaprenumeruj bezpłatnie ten blog ( ➡ po prawej ➡ ).

Dla przy­po­mnie­nia:

Na co innego zwra­cają uwagę rdzenni miesz­kańcy wsi, na co innego nowo przy­byli z mia­sta, a jesz­cze na co innego osoby, które z mia­sta przy­były dawno temu i w wieś już wła­ści­wie „wro­sły”. Na potrzeby tego arty­kułu będę sto­so­wał jed­nak tylko dwa okre­śle­nia:

  • Wiej­scy – ludzie, któ­rzy na wsi żyją od zawsze lub od dłu­giego czasu,
  • Miej­scy – ludzie, któ­rzy na wieś się nie­dawno spro­wa­dzili lub wciąż miesz­kają w mia­stach, a wieś odwie­dzają week­en­dowo-waka­cyj­nie.

Obu gru­pom w więk­szej mie­rze prze­szka­dza co innego oraz mają „tro­chę pre­ten­sji” wza­jem­nie do sie­bie. Sęk w tym, że nie bez racji. Każda strona swoją rację ma i to, moim zda­niem, uza­sad­nioną. No ale przejdźmy do kon­kre­tów. I zaczy­namy od końca.

 

Co jesz­cze prze­szka­dza żyć na wsi?

Z „drob­niej­szych rze­czy”, które trak­tu­jemy jako wady miesz­ka­nia na wsi, to m.in. prze­rwy w dosta­wach prądu. To nie­rzadki przy­pa­dek. Wsie są wciąż w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści podłą­czone do sieci elek­trycz­nej przez linie prze­sy­łowe naziemne. Burza – brak prądu, drzewo się zwali na linie – brak prądu, wichura zerwie prze­wody – brak prądu, prace remon­towe na trak­cji – „prądu ni ma”. Cza­sem nawet na dłu­żej. Ktoś, kto tego prądu potrze­buje non stop, powi­nien się na wsi zaopa­trzyć w alter­na­tywne źró­dło ener­gii elek­trycz­nej: panele sło­neczne, elek­trow­nie wia­trową lub przy­naj­mniej agre­gat.

Pająki, muchy, mrówki i inne robac­two – fakt – na wsi jest tego znacz­nie wię­cej niż w mie­ście. Niektó­rzy się przy­zwy­cza­jają, inni wal­czą z insek­tami. Tro­chę to walka z wia­tra­kami. Z mojego doświad­cze­nia wciąż naj­sku­tecz­niej­sza jak do tej pory oka­zała się moski­tiera. Pole­cam i na okna i na drzwi.

Wady mieszkania na wsi Smro­dek… Cóż myślę, że to cza­sami jest, może być, uciąż­liwe dla każ­dego. Jed­nak na wsi zapa­chy są czę­sto spe­cy­ficzne i taki jest wła­śnie „urok wsi”. Obor­nik, zwie­rzęta, kiszonki i kilka innych, wszystko ma swoje zapa­chy, przy­naj­mniej okre­sowo. Albo przy­wyk­niesz, albo znajdź takie miej­sce w oko­licy wsi, gdzie będzie to mniej uciąż­liwe.

Inną kwe­stią jest zapach szamba. Owszem, brak kana­li­za­cji to duży minus i znaczna część wsi jesz­cze długo nie będzie jej miała. Jed­nak wyle­wa­nie szamba na pole, za sto­dołę to już porażka. Jasne – wyle­jesz – nie zapła­cisz. Owszem teraz nie – w przy­szło­ści jed­nak zapła­cisz znacz­nie wię­cej. Jeśli jeden z dru­gim myśli, że nikt nie zauważy… albo myśli, że jak wyleje za swoje ogro­dze­nie, to już nie jego sprawa i jego pro­blem nie dotknie, to się grubo myli… Nie sraj czło­wieku pod sie­bie. Szambo prę­dzej czy póź­niej przez glebę i wody grun­towe dosta­nie się i do Cie­bie, do Two­jej studni, na Twoje pola… I o ile obor­nik jest poży­teczny, o tyle ludz­kie szambo abso­lut­nie nie, z wielu powo­dów. Pole­cam doczy­tać sto­sowną lek­turę i myśleć sze­rzej, niż tylko tu i teraz.

Wady mieszkania na wsiPoja­wił się też głos o słab­szej Służ­bie Zdro­wia na wsiach. Mam tutaj mie­szane uczu­cia. Myślę, że to nie o jej „sła­bość” cho­dzi. Raczej o dostęp­ność. Na wsiach jest po pro­stu trud­niej dostępna i w mocno ogra­ni­czony zakre­sie, czę­sto mamy kon­takt jedy­nie z inter­ni­stą. Ale tak jak ze wszyst­kimi innymi usłu­gami – wiąże się to z zagęsz­cze­niem lud­no­ści – im więk­sze, tym wię­cej dostęp­nych usług, rów­nież jeśli cho­dzi o Służbę Zdro­wia.

Nato­miast kwe­stie niskiej jako­ści usług moim zda­niem są zupeł­nie nie­za­leżne od tego, czy to wieś czy mia­sto. To kwe­stia już samych leka­rzy, ośrod­ków, nakła­dów finan­so­wych, zarzą­dza­nia. Na jed­nej wsi inter­ni­sta leczy, pomaga, zna­ko­mi­cie dia­gno­zuje, a na innej wsi taki sam (ale nie ten sam) inter­ni­sta nie potrafi za wiele, odsyła dalej, nie pomaga. Znam dwa podobne szpi­tale, w dwóch mia­stach o tej samej wiel­ko­ści – w jed­nym jak w hotelu, aż miło być, a drugi zwą „umie­ral­nią”, zapewne nie bez powo­dów. I nie ma zna­cze­nia czy to wieś, czy mia­sto jeśli o jakość idzie.

 

Wady miesz­ka­nia na wsi – coraz poważ­niej

Czas przejść do tych zagad­nień, które naprawdę są poważne. Ciężko będzie tu nawet zażar­to­wać, pisząc dla Was. Pro­blemy kolejne zwią­zane są w dużej mie­rze z podej­ściem, prze­ko­na­niami, men­tal­no­ścią Wiej­skich. Owszem, w mia­stach też się to zda­rza, ale nie odbi­jamy piłeczki, nie roz­ma­wiamy tu o mia­stach. Skupmy się na tym, co można popra­wić.

Wady mieszkania na wsi Czę­stym zarzu­tem, głów­nie Miej­skich do Wiej­skich, jest trak­to­wa­nie zwie­rząt. Wszyst­kich. Jest to pro­blem nagminny. Wynika to albo z „gene­tyki”, gdyż tak trak­to­wał zwie­rzęta ojciec, dzia­dek i pra­dzia­dek, albo z „tra­dy­cji” – „pies był, jest i będzie na łań­cuchu”. A to, że łań­cuch ma metr i nie­raz waży wię­cej od psa, cóż… Wzru­sze­nie ramio­nami to jedna z naj­częst­szych odpo­wie­dzi. Skoro taką wagę przy­wią­zu­jesz jeden z dru­gim do tra­dy­cji, to może za potrzebą leć za sto­dołę, a myć się do stru­mie­nia… Tra­dy­cja prze­cież zobo­wią­zuje…

Zaro­ba­czone koty z ropie­jącymi oczami, zapchlone psy, krowy całe w bło­cie, łaj­nie, nie myte od mie­sięcy, konie z ranami od postron­ków, z prze­tartą skórą od sta­rego, nie napra­wia­nego cho­mąta. To poważne zanie­dba­nia. Na leka­rza nawet parę­na­ście zło­tych się nie wyda, a ostatni raz wete­ry­narz była jak co roku jeździł szcze­pić obo­wiąz­kowo prze­ciw wście­kliź­nie. Ale to nie koniec.

Docho­dzi do tego trak­to­wa­nie, zwie­rzęta są czę­sto bite… Pro­siaki się bije, bo nie chcą się prze­su­nąć, konia się okłada batem, bo nie ma już siły iść pod górę, kota się kopie, bo wszedł do domu. Nie wspo­mnę już o znę­ca­niu się, czy wręcz kato­wa­niu zwie­rząt. Może nie­czę­ste to przy­padki, ale wciąż się o nich sły­szy. Mam tylko nadzieję, że wymiar spra­wie­dli­wo­ści będzie bar­dziej „spra­wie­dliwy” i kary będą egze­kwo­wane.

Odw­rot­nie – zarzuty Wiej­skich do Mia­stowych – poja­wiło się kilka takich gło­sów o porzu­ca­nie zwie­rząt, głów­nie psów, przez ludzi z mia­sta. Naj­ła­twiej wywieźć, bo „nie wróci”, bo „nikt nie widzi na wsiach, w lasach”. A co Wy ludzie macie pod sufi­tem, ja się pytam? W ogóle macie jakieś sumie­nie? Nie­stety, spora część ludzi nie ma…

APEL DO WSZYSTKICH

Zwie­rzę to nie kamień. To stwo­rze­nie, istota. Ma taki sam układ ner­wowy, jak czło­wiek i tak samo odczuwa ból. Ma rów­nież swoją psy­chikę. Podej­rze­wamy, że nie tak bar­dzo roz­wi­niętą jak ludzka, ale czy jeste­śmy tego pewni? Niby skąd. Nie jeste­śmy w sta­nie tego spraw­dzić i pew­nie ni­gdy nie będziemy. A czemu pies się cie­szy, gdy widzi swo­jego Pana? Czemu psy potra­fią też pła­kać? Kto nie widział na wła­sne oczy, to pew­nie nawet o tym nie wie lub nie wie­rzy. Czemu zwie­rzęta się przy­tu­lają? Bo do jasnej cho­lery czują. Więc nie krzywdź ich i dbaj o nie. Nie spra­wiaj im bólu, cier­pie­nia, nie nara­żaj na nie­po­trzebny stres, nie karm śmie­ciami, che­mią.

A jeśli widzisz, że dzieje się krzywda zwie­rzę­tom – reaguj, nie wychodź z zało­że­nia, że to nie Twoja sprawa, bo to nie prawda. To sprawa nas wszyst­kich. Choć tego tak nie postrze­gamy na co dzień, to jeste­śmy jak w mro­wi­sku – wszy­scy ze sobą żyjemy i wszy­scy jeste­śmy czę­ścią natury, którą nie­stety głów­nie nisz­czymy. I nawet jeśli nie odbije się to na nas samych, to z pew­no­ścią na naszych dzie­ciach, gdyż wnu­ków niektó­rzy mogą już nie docze­kać. Czy tego rze­czy­wi­ście chcemy?

 

Nisz­czysz i nawet nie wiesz, że to robisz

I to jest chyba naj­gor­sze. Zarzut głów­nie Miej­skich do Wiej­skich, ale i niektó­rych Wiej­skich do innych Wiej­skich. Moim zda­niem w pełni uza­sad­niony. Zwłasz­cza, że w więk­szo­ści nie­lo­giczny i bez sensu. Już piszę o co cho­dzi, tema­tów jest kilka.
Zacz­nijmy od pól i sadów. Pewna osoba z naszych grup FB poszła na kurs ogrod­ni­czy. Co ją prze­ra­ziło? Że nie­które rośliny są opry­ski­wane nawet 20–30 razy w sezo­nie. Oprysk śred­nio raz na tydzień. Zasta­na­wiam się do czego to doszło? Nie ma takiej opcji, by to się nie odbiło na zdro­wiu ludzi i zwie­rząt, na gle­bie, final­nie na całej Ziemi. Sami sobie szko­dzimy prze­cież!
Wady mieszkania na wsi Czy rol­nik, który upra­wia, sam nie je potem tego co wyho­duje? A jeśli nafa­sze­ruje żyw­ność che­mią i sam potem jej nie zje, to skąd weź­mie tę zdrową? Od innego rol­nika, który tak samo non stop opry­skuje? Jeśli rol­nikowi już obo­jętne co je, bo i tak „ma już z górki”, to nakarmi tym swoje dzieci? A może upra­wia tylko pod zwie­rzęta i to one potem to jedzą… A on zje zwie­rzęta i koło się zamyka.
Dzi­siaj dla zysku jeste­śmy w sta­nie zro­bić nie­mal wszystko, a na pewno wiele. Wszystko musi być piękne, super wyglą­da­jące, wtedy to kupu­jemy. Napom­po­wane wodą (oczy­wi­ście nie tylko wodą) mięso, wygląda tak soczy­ście, spry­skane woskami i innym syfem nawet w skle­pie jabłka aż się świecą i mówią: „weź mnie”. Mar­chewka bez żad­nej skazy, sałata bez naj­mniejszego robaczka…
Wszystko jest wcze­śniej nawo­żone i opry­ski­wane „zdro­wymi, bio­de­gra­do­wal­nymi, nie­szko­dli­wymi dla ludzi środ­kami”. Prze­cież to wszystko jest spraw­dzane. Prze­cież potwier­dziły to normy UFU SRUFU 2051 i BIO EKO SREKO 190001LC i to po kil­ku­dzie­się­ciu latach badać. Prze­cież, jak mówi pro­du­cent jest to spraw­dzone przez naukow­ców z NASA KASA… Znasz te normy? A tych naukow­ców?
Taaa… Pew­nie – nie zej­dziesz od razu. To wszystko trwa i jest roz­ło­żone w cza­sie. Myślisz, że wiel­kie kon­cerny powie­dzą Ci o szko­dli­wo­ści nawo­zów? Oczy­wi­ście, że nie, bo stra­ci­łyby zyski. A gdy po wielu latach zaczyna prawda wycho­dzić na jaw, jak w przy­padku Roun­dupu – dla jego pro­du­centa nie ma to naj­mniejszego zna­cze­nia, że ludzie zaczy­nają cho­ro­wać – on już zaro­bił swoje. A odszko­do­wa­nie, które musi wypła­cić poszko­do­wa­nym (o ile uda im się cokol­wiek udo­wod­nić) i tak nie pój­dzie z jego pie­nię­dzy – prze­cież jest ubez­pie­czony. Tak to działa.

APEL DO WSZYSTKICH

Eko­lo­giczne jedze­nie uwa­żane jest dzi­siaj za modę, eks­tra­wa­gan­cję, wygłupy sza­leń­ców… Szkoda, że nie za nor­mal­ność. Pamię­taj jeśli coś upra­wiasz – nie szkodź ani innym ani sobie. Nie zasta­no­wiło Cię, że kie­dyś nie sto­so­wano sztucz­nych nawo­zów i opry­sków, a jed­nak rośliny rosły i dawały plony? Dla­czego więc dzi­siaj „zale­cane jest” sto­so­wa­nie co naj­mniej 15 opry­sków na jabłka zanim doj­rzeją? Zale­cane, bo ktoś się na tym bogaci… A kon­se­kwen­cje? Dzi­siaj się o nich nie mówi, wyjdą za kilka, kil­ka­na­ście lat dopiero, jak więk­szość wzbo­gaci się po dro­dze wystar­cza­jąco.

Pow­rót do daw­nych, zdro­wych upraw i tak będzie kie­dyś koniecz­no­ścią. Albo ludzie się w końcu ockną i prze­staną kupo­wać syf, mając coraz więk­szą wie­dzę o tym co kon­cerny z nas robią lub coraz bar­dziej cho­ru­jąc, albo tak znisz­czymy Zie­mię, że ina­czej się nie da.

Nisz­czymy nie tylko w polu…

Wady mieszkania na wsi - palenie śmieci
Plakat kampanii przeciw paleniu śmieci z Katowic

Plagą na wsiach, w mniej­szych mia­stach i na przedmie­ściach dużych miast stało się pale­nie w pie­cach czym popad­nie, rów­nież śmie­ciami, ale nie tylko. Do pieca lądują kolo­rowe gazety, opa­ko­wa­nia, szmaty, stare ubra­nia i wiele innych. Przede wszyst­kim jed­nak pla­stiki: butelki, pojem­niki, doniczki. Ja już się nawet nie pytam dla­czego? Tylko PO CO?

Moim zda­niem to zupeł­nie nie­lo­giczne, nie mówiąc już o szko­dli­wo­ści tego pro­ce­deru. Two­rzy się smog, na który narze­kamy, który jesz­cze nie­sa­mo­wi­cie śmier­dzi. W domach mamy kominy niskiej emi­sji, a więc cały dym tra­fia do oko­licy i… ten, kto pali, ten to wdy­cha… I przy oka­zji jego dzieci, sąsie­dzi, zwie­rzęta.

I powyż­sze nie­stety jest, dla mnie przy­naj­mniej, skraj­nie nie­lo­giczne. O ile się nie mylę, to każdy płaci za wywóz śmieci i to nie­za­leż­nie od ilo­ści. Więc to czy, np. te butelki się wyrzuci czy nie, nie ma wpływu na koszty. Czy są zatem jakieś zyski? Przez chwilę na pewno w piecu się popali, tylko, że śmieci, pla­stiki, maku­la­tura czy szmaty mają bar­dzo małą war­tość ener­ge­tyczną spa­la­nia. Innymi słowy – nie dają cie­pła lub dają na bar­dzo małą skalę, nie­po­rów­ny­walną z drew­nem czy węglem.

Do tego pale­nie kolo­ro­wych gazet czy pla­stików uwal­nia do powie­trza bar­dzo szko­dliwe sub­stan­cje, które wdy­cha całe oto­cze­nie. To nie koniec – część sub­stan­cji wcho­dzi w reak­cje z pie­cem, do tego topiący się pla­stik i w efek­cie nawet piec będzie znacz­nie szyb­ciej do wymiany lub naprawy. Naprawdę nie trzeba być Ein­ste­inem, by potra­fić sobie wyobra­zić takie rze­czy.

APEL DO WSZYSTKICH

Wady mieszkania na wsi - palenie śmieciNie truj sie­bie i swo­jej rodziny. Nie truj natury. Sam też oddy­chasz tym syfia­stym powie­trzem, które masz dookoła po pale­niu śmie­ciami. Żaden piec nie jest szczelny ide­al­nie. Nie to nie idzie w komin i Cię już nie doty­czy… A za śmieci i tak zapła­cisz tyle samo, więc po co? To żadna oszczęd­ność.

Spe­cja­li­styczne firmy zro­bią uży­tek z odzy­ska­nego pla­stiku, papieru, mate­ria­łów, a Ty domu i tak nie ogrze­jesz… Skąd masz wydmuszki do jajek? Wła­śnie z odzy­ska­nej maku­la­tury i kar­tonu… Pomyśl co idzie do atmos­fery gdy palisz taki syf, pomyśl ile domów dookoła tak pali, pomnóż to przez liczbę tylko pol­skich wsi i miast, a teraz idź zaczerp­nąć świe­żego powie­trza…

 

Wady miesz­ka­nia na wsi – TA NAJWIĘKSZA

I ostat­nia, trudno powie­dzieć czy naj­więk­sza wada miesz­ka­nia na wsi, ale na pewno naj­czę­ściej wymie­niana. Głów­nie przez Wiej­skich… a doty­czy…

…Miej­skich. I czego owe skargi doty­czą? Niby oczy­wi­sto­ści, niby bła­ho­stek, ale jed­nak nie­zwy­kle uciąż­li­wych.

Wady mieszkania na wsi - palenie śmieciWiej­scy, krótko mówiąc, narze­kają, że Miej­skim wszystko prze­szka­dza na wsi. I ja Wiej­skich w tym postu­la­cie cał­ko­wi­cie rozu­miem. Prze­szka­dza, gdy pies za gło­śno szczeka, że kogut pieje z rana, że kury gda­czą, krowy ryczą… Prze­szka­dza im, że cią­gniki jeż­dżą, że kom­bajn już od pią­tej rano kosi, albo, że za długo w nocy kosi. Prze­szka­dzają zapa­chy, prze­szka­dza błoto na dro­dze, prze­szka­dza, że krowy są przez drogę pędzone i że owce za gło­śno beczą. Prze­szka­dza, jak rol­nik obor­nik zwali na polu i jak go potem roz­rzuca, prze­szka­dza ora­nie, sia­nie, nawo­że­nie, żniwa…

Naj­gor­sze jest jed­nak to, że docho­dzi nie tylko do kłótni z Wiej­skimi, ale nawet do wzy­wa­nia Poli­cji, kiedy rol­nik jesz­cze po 22-giej nie skoń­czył pracy w polu. Oj, chyba nie tędy droga.

Myślę, że część Miej­skich, któ­rzy się na wieś posta­no­wili prze­nieść lub kupują sobie tam działki i domki na zasa­dzie let­ni­sko­wych, nie ma po pro­stu poję­cia, co to jest wieś i z czym ona się wiąże. Jeśli docze­ka­li­śmy cza­sów, gdzie na pyta­nie: „Skąd się bie­rze mleko?”, sły­szymy odpo­wiedź: „Z kar­tonu”, a kur­czaki znamy tylko z tacek z Tesco, to coś chyba jest nie tak.

Wieś żyje ina­czej, rzą­dzi się swo­imi pra­wami, ma inne zasady i rytmy niż mia­sto. Tu cisza nocna może obo­wią­zy­wać nawet od 16stej do 8 rano… Ale w zimę… I to też nie zawsze i nie wszę­dzie. W pozo­stałe pory roku wieś inten­syw­nie pra­cuje. I by Mia­stowy mógł kupić chleb – musi być ora­nie, sia­nie i żniwa. By zjadł steka w ele­ganc­kiej restau­ra­cji, musi być obor­nik i rycze­nie krów. A może jajecz­niczka? Kury też hała­sują i nie wszyst­kie się per­fu­mują Cha­nel no 5;)

APEL DO WSZYSTKICH

Nie rzu­caj­cie Wiej­scy w Miej­skich od razu widłami, gdy maru­dzą, nawet jeśli macie rację. Jed­nak Miej­scy pamię­taj­cie: To Wy przy­szli­ście na wieś, a nie wieś do Was. Więc i Wy musi­cie się dosto­so­wać do panu­ją­cych tam praw. Zwłasz­cza, że wsi nie zna­cie lub wie­cie o niej nie­wiele. Naj­gorsi są w końcu Ci, co nie wie­dzą i nie wie­dzą, że nie wie­dzą, jak napi­sał jeden z Czy­tel­ni­ków Wiej­skich Inspi­ra­cji.

Moim zda­niem więk­szo­ści miej­skich, któ­rzy chcieli mieć ciszę, spo­kój i swój dom z dzia­łeczką, nieco się pomy­liły miej­sca. Wam nie cho­dziło o wieś, a o przedmie­ścia… Tam jest bli­sko wszę­dzie, masz swój traw­ni­czek, kostkę bru­kową i tuje. Masz spo­kój, ciszę i pięk­nie pach­nie.

Wieś to inna bajka. Wieś to muchy, obor­nik i pie­jący kogut. Wieś to cią­gniki, kom­bajny i zapach kiszonki z pry­zmy. Oczy­wi­ście nie w każ­dym wypadku, ale głów­nie. Chcesz poczuć bar­dziej wieś, ale bez cią­gni­ków, kogu­tów i żniw – to może ogró­dek dział­kowy? Tam cisza nocna jest o 22-giej.

Wiem, że działki na wsi są tań­sze, ale jeśli już na tę wieś się prze­pro­wa­dzasz, to nie zmie­niaj jej. Ty jesteś tam gościem, który ją wybrał, wieś była tam przed Tobą. Chcesz tam miesz­kać? Wynaj­mij sobie dom, pokój na 2–3 tygo­dnie w miej­scu, w któ­rym chcesz zamiesz­kać i rze­czy­wi­ście sprawdź czy Ci to odpo­wiada. Ina­czej dostar­czysz sobie i innym wielu pro­ble­mów.

 

To z pew­no­ścią nie koniec

Wady miesz­ka­nia na wsi są jesz­cze pew­nie i takie, któ­rych tu nie wymie­ni­łem, bo i nie spo­sób wymie­nić wszyst­kich. Nad­mie­ni­łem tylko to, co naj­czę­ściej poja­wiało się w Waszych komen­tarzach. Jeśli jest coś jesz­cze, co jest dla Cie­bie uciąż­li­wo­ścią życia na wsi – to dopisz to w komen­tarzu poni­żej – pody­sku­tujmy jesz­cze o tym, podziel się swo­imi bolącz­kami. Opo­wiedz histo­rię ze swo­jej wsi. Pokaż realne przy­padki, które miały lub mają miej­sce.
Z tema­tów, które jesz­cze się poja­wiały warto wspo­mnieć rów­nież kłu­sow­nic­two. Nie­stety mimo, że coraz lepiej ści­gane i karane, to jed­nak wciąż się poja­wia. Zwró­ci­li­ście też uwagę w komen­tarzach na zaco­fa­nie wsi, na brak szer­szego świa­to­po­glądu, wie­dzy i nie­chęć do jej posze­rza­nia. Nie­stety wiele osób się rze­czy­wi­ście przed tym broni. Wal­czą z masz­tami, które pomogą w komu­ni­ka­cji, w dostę­pie do inter­netu, bo prze­cież te „powo­dują raka”, a jed­no­cze­śnie palą butelki pla­sti­kowe w pie­cach…
Ksiądz na wsi, to nie­mal święty czło­wiek, nie­ska­zi­telny, nie­ty­kalny i co powie tak musi być. Nie ma nic złego w reli­gii, w moc­nej wie­rze, ale warto nie być w tym śle­pym. Jesz­cze kwe­stia rów­no­upraw­nie­nia, która to w wyniku tra­dy­cji czy wręcz nie­jed­no­krot­nie przez brak sza­cunku, bar­dzo poróż­nia męż­czyzn od kobiet. No bo prze­cież „baba to je od garów”…
koronne na koniec, to komen­tarz jed­nego z naszych Czy­tel­ni­ków:
”Na wsi dowie­dzia­łem się, że w mie­ście baby się ’opiep­szajo’, a na wsi się ’naro­bio’”.: -D

Aby nie przegapić kolejnego wpisu – zaprenumeruj bezpłatnie ten blog ( ➡ po prawej, na górze).

Dopisz, czego tu nie ma

Dopisz w komentarzu poniżej, czego nie ująłem w tym tekście. Dopisz jakie wg Ciebie są wady mieszkania na wsi. A może masz do mnie jakieś pytanie?

WAŻNE:

Na wszyst­kie Twoje komentarze, opinie czy pyta­nia odpo­wiem z pewnością. Pamię­taj tylko, by w cza­sie doda­wa­nia komen­tarza zazna­czyć okienka
  ” – wtedy dosta­niesz powia­do­mie­nie, że odpo­wie­dzia­łem na Twój komen­tarz i będziemy mogli kon­ty­nu­ować roz­mowę.

 

Jeśli chcesz opo­wie­dzieć swoją histo­rię prze­pro­wadzki na wieś, podzie­lić się nią z innymi czy­tel­ni­kami, zrób to TUTAJ. A jeśli chcesz opowiedzieć o swoim życiu na wsi – TUTAJ.

 


Zapisz się również do wiejskiego, inspirującego Newslettera:




20 komentarzy

  1. Bardzo fajny i pożyteczny wpis, dodam to o czym już mówiłam a mianowicie: wiejski sklep i zakupy. W wiejskim sklepie zaopatrzenie jest dopasowane do potrzeb indywidualnych, sklepowa wie jaki trunek schodzi najlepiej, kto jakie papierosy pali, jaki chleb zajada, więc towar jest „pod klienta” i raczej za wielkiego wyboru nie ma, a ceny… tu to już wolna amerykanka. Co zauważyłam z pieczywem ten sam piekarz w mieście ma bułki większe niż są w sklepie wiejskim, cena ta sama – wiadomo w mieście nie da byle czego, bo konkurencja spora. Do miasta trzeba i tak jechać, bo asortyment kiepski u mnie przykład – świeże drożdże, są a jakże… mrożone, bo „mało kto kupuje a jak ktoś potrzebuje kupi i mrożone, a instant to nie sprowadzam, bo zejdzie z terminu zanim wykupią”, pieprz cytrynowy? „pani nawet nie wiedziałam, że takie coś jest” itp. I w zasadzie to dla mnie jest największym utrapieniem, na fajną wieś trafiłam,że więcej zastrzeżeń nie mam, jak coś przypomnę to dopiszę, dzięki za ten wpis 😉

  2. Przyznam, że kiedy otwierałam ten wpis, myślałam, że będzie lekko i zabawnie, ale za to jest naprawdę poważnie i rzeczowo. Myślę, ze wiele osób decydujących się na przeprowadzkę na wieś albo chociaż marzących o tym i snujących idealistyczne wizje, nie myśli o realiach. A warto!

  3. Cóż całkiem sporo tych wad wymienione zostało, ale zgadzam się z tym, niestety każde z nich mają miejsce, wiem bo sama mieszkałam długi czas na wsi.

  4. Temat totalnie zgłębiony. Poruszone tu są ważne punkty! Od zawsze mieszkałam na wsi (tylko na kilku różnych) obecnie można powiedzieć, że mieszkam na przedmieściach i wiele punktów się zgadza. Najczęściej chyba szambo vel przydomowe oczyszczalnie oraz palenie śmieci…
    Pozwolę sobie wysłać do kilku znajomych 🙂

    1. Author

      Dziękuję za komentarz i jeszcze bardziej dziękuję, że chcesz to udostępnić dalej. W końcu temat jest ważny i dotyczy nas wszystkich (choćby dlatego, że wszyscy jemy produkty ze wsi i wszyscy oddychamy jednym powietrzem.

  5. Obydwa artykuły trafiają w sedno, ale kilka rzeczy bym tu dopisała (dla jasności – jestem osobą od lat mieszkającą na wsi, choć w obecnej mieszkam od 4 miesięcy, więc jestem „nowa”). Pierwsza: wspominał Pan o ruchu pojazdów na wsiach, faktycznie zdarzają się rajdowcy śmigający jak wariaci po wąziutkich i krętych uliczkach, jednak dla mnie równie niebezpieczną grupę stanowią kierowcy maszyn rolniczych, którzy tymi kierowcami być nie powinni, np. dzieciak, albo niedowidzący staruszek. Jeden taki niemal nabił moje auto na tura gdy wyjeżdżał ze swojego podwórka. Jego syn potem bardzo mnie przepraszał, ale ojciec ma cukrzycę i jaskrę i nie zauważył itd… Moja znajoma chwali się filmikami, jak jej jedenastoletni synek prowadzi samodzielnie wielkiego John Deere’a. Mam wrażenie że niektórym bardzo brakuje tu wyobraźni.
    Druga: spędzanie czasu wolnego – sama nie wiem, kto jest gorszy: miastowi wczasowicze wracający z ogniska i drący się w niebogłosy spacerując główną drogą w godzinach nocnych, czy miejscowi ze swoimi dyskotekami w remizie robiący dokładnie to samo.
    Trzecia: wielopokoleniowa nienawiść i wojna międzysąsiedzka, w którą chcąc nie chcąc człowiek zostaje uwikłany, bo przecież MUSI wybrać stronę. Jak u Karguli i Pawlaków: powiedz Pawlakowej „dzieńdobry” to Kargulowa już źle na ciebie spogląda. Kup mleko od Kargulów, to Pawlakowie już ci jajek nie sprzedadzą, bo jeśli się zadajesz z tamtymi, to i po jajka możesz do nich chodzić.

    1. Author

      Masz rację Agato – ten komentarz znakomicie uzupełnia mój artykuł. Może nawet powinienem uzupełnić go z czasem o te punkty?

  6. Mieszkam… I poki co nie mam zamiaru zmienic na miasto 😉

    1. Author

      No ba. Pomimo wielu wad i tak na wsi będzie lepiej. Gdybym zajmował się miastem to podejrzewam, że lista wad byłaby znacznie dłuższa.

  7. Bardzo ciekawy wpis! Słyszałam ostatnio o spryskiwaniu zboża Randapem, żeby dostanie się do ziaren było łatwiejsze. Nie wiem, na ile to plotka, ale zmroziło mnie. Myślisz, że to prawda?

    1. Author

      Myślę, że tak. Niestety każdy oprysk ma jakiś cel i najczęściej ten cel zostaje osiągnięty, inaczej nikt by tego nie robił. Jednak niektóre to totalne przegięcie. Np. w piekarniach i cukierniach dodawanie niektórych polepszaczy do ciasta, tylko po to, by lepiej odchodziło od maszyn, mis i foremek przy wyrobie? To jakiś absurd. My mamy jeść polepszacz ponieważ piekarz nie umie sam przyrządzić odpowiednio ciasta, by odchodziło od naczynia. Każda nawet średnio doświadczona gospodyni to potrafi. A takich przypadków jest masa… Oprysk, by roślina rosła szybciej niż chwasty, oprysk by chwasty nie rosły, oprysk by ziarna otwierały się łatwiej, oprysk by jabłka miały bardziej błyszczącą skórkę, a może jeszcze by były bardziej czerwone, bardziej soczyste, bardziej okrągłe, mniej pestkowe, a najlepiej, by się same zrywały.

    2. Tak stosuje się oprysk Randapem w rzepaku ponieważ dojrzewa on nierównomiernie i nie ma innej możliwości aby go zebrać.
      Łopatologicznie mówiąc jeżeli nie opryska się go w celu spalenia to ten który pierwszy dojrzeje obsypie się na ziemię zanim ostatni będzie na tyle dojrzały aby go kosić.
      Stosowanie oprysków jest zazwyczaj bardzo drogie bo np. oprysk Galera do rzepaku kosztuje ponad 400 zł za litr i rolnik nie stosuje oprysku bo ma ochotę pojeździć po polu.

      Miasto strasznie narzeka na to jak ci wieśniacy na wszystko stosują opryski a prawda m.in. jest taka, że aby sprzedać swój produkt to musi on być tak na jaki jest zapotrzebowanie.

      Pracuję w korporacji i robiłem „testy” przywożąc i częstując jabłkami które nigdy nie były niczym pryskane ale nie były najładniejsze. Kładłem je w kuchni ogólnodostępnej z kartką, że można się częstować.
      Zgadnijcie jak dużo jabłek zostało wziętych – prawie w ogóle.

      1. Author

        Z jednej strony masz trochę racji. Rzeczywiście popyt tworzy podaż, a skoro wszyscy chcą jak najładniejsze to opryski zdają się być uzasadnione.
        Z drugiej strony to kwestia informacji i nieświadomości społeczeństwa. Gdybyś postawił piękne jabłka i dał kartkę „15 razy pryskane:, a najlepiej wymienił jeszcze czym. Oraz postawił obok te brzydsze z karteczką „w ogóle niepryskane”, to których więcej pójdzie?

  8. Bardzo przykry fragment o zwierzętach. Niby wszystko wiadomo a jednak …

  9. „Malowanie trawy na zielono” przed niedzielą lub świętem, bo co ludzie powiedzą. No tak się zakręciliśmy w to wpychanie nosa na cudze podwórko (piszę ogólnie- wiem że nie wszyscy) że wpadamy w fobie na temat opinii innych. Najczęściej starsze pokolenia. Robienie miasta na siłę- tzn, np.dom kwadraciak, płaski dach a trawka i drzewka jak z okładki. Nawozy też są już tak popularne, że strach konie paść na ugorach. Wrzucanie wszystkiego do rzeki – przeciez poplynie do sąsiada. Zaśmiecanie – nie na swoim oczywiście. Ciasnoumysłowość. Nieposzanowanie czyichś przekonań. Nie jest aż tak źle – ale zamiast jakoś tak proludzko, prosąsiedzko… uczynnie, to jakaś cholerna zawiść się w ludziach zrobiła. Jedno to miastowi na wsi – ale nie wszyscy oczywiście, są dla tubylców niekiedy jak kosmici, drugie – tubylcy, którzy będąc dziesiąt lat wieśniakami ( pozytywnie) , nagle zapragnęli sie pokazywać po miejsku. Galimatias, przerost formy nad treścią itp. To taka moja chaotyczna co nieco wypowiedź.

  10. Fajny wpis i ogólnie cała strona. Mi na wsi najbardziej przeszkadzałaby ciemność i „strachy”. Chyba wszędzie sa jakieś kapliczki, drzewa, kościółki, kamienie przy których coś straszy 😀 Ale Twój artykuł i część o zwierzętach bardzo mnie poruszyło., Myślę, że to także bardzo by mi przeszkadzało, gdybym miała w swojej okolicy.

    1. Author

      Do tematu zwierząt z pewnością wrócę niejednokrotnie. Świadomość ludzi w tym temacie nie jest nawet szkolna, jest dosłownie żłobkowa…

  11. Moje spostrzeżenia nie dotyczą polskiej wsi, tylko ukraińskiej, ale na pewno jest dużo wspólnego. Pierwsze, co mnie razi, to plotkarstwo i wściubianie nosa w nie swoje sprawy. Mieszkając w mieście byłam bardziej anonimowa i moich sąsiadów nie obchodziło moje życie. Tutaj wszyscy wszystkich znają, a przynajmniej tak im się wydaje, i uważają, że to daje im prawo do włażenia z butami w cudze życie. To jak ubrane jest dziecko, co jada, gdzie ja chodzę, z kim się zadaje, ile mam długu za światło (listonoszka widocznie zagląda do rachunków), pielęgniarka omawia ze swoim sąsiadkami problemy zdrowotne i rodzinne swoich pacjentów. Mam wrażenie, że ona ma tu status jak ksiądz na polskiej wsi. Musi wszystko widzieć, o wszystkim chce decydować, każdy włazi jej w d..ę, ogólnie mówiąc „car i Boh”, jak tu mówią. A drugie, może czasem śmieszne to wiara w zabobony. Nie wyobrażacie sobie, czego ja się nasłuchałam i naoglądałam, a szczególnie, kiedy byłam w ciąży i kiedy dzieci były malutkie. Żałuję, że tego nie spisywałam, ale wtedy nie miałam głowy do tego. Raczej pilnowałam, żeby mi nie pluli na dziecko (w dobrej wierze! żeby nikt nie zauroczył) i żeby ktoś nie podrzucił np nożyczek do wózeczka. Ogólnie, to co napisałam, można podsumować jednym słowem – ciemnota!

  12. Życie na wsi różni się zdecydowanie od życia w mieście. Ale jakoś nigdy wcześniej nie pomyślałam, że i ludzie się różnią… Racja, inne doświadczenia, potrzeby, kultura. Mieszkam na obrzeżach miasta i trochę mam tych wiejskich niedoskonałości obok. Ale jakoś piejący kogut mi nie przeszkadza, ale…. inne traktowanie zwierząt przez innych mieszkańców owszem przeszkadza bardzo.

Dodaj komentarz